Operacja „Mateusz”

przez Dariusz Węcławski

Bez kategorii

Operacja „Mateusz”, trzymana przez wąskie grono rządzących w głęboko zakonspirowanej tajemnicy niczym niegdyś Operacja „Barbarossa” przez hitlerowców czy Operacja „Samum” przez CIA i polski wywiad, na pierwszy rzut oka wydaje się obarczona wielkim ryzykiem i trochę bez sensu.
Oto Beata Szydło, akceptowana i uważana za „swoją” zarówno przez większość działaczy PiS, jak i przez większość elektoratu tej partii, a co najważniejsze kojarzona z programem 500 Plus – flagowym manewrem powyborczym oraz innymi popularnymi decyzjami jak obniżenie wieku emerytalnego czy wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej, zostaje, po długich tygodniach upokorzenia, przymuszona do złożenia dymisji. Żeby było jeszcze dziwniej, rano zostaje obroniona przed wotum nieufności opozycji, nazywana w Sejmie przez swoich kolegów partyjnych najlepszym premierem w historii po 1989 roku, obsypana kwiatami i oklaskami, a wieczorem składa dymisję, a tak naprawdę zostaje odwołana przez Komitet Polityczny PiS – tych samych ludzi, którzy rano wznosili żarliwe peany na jej cześć.
Zastąpić ją ma człowiek, który dla większości elektoratu PiS jest obrzydliwym „banksterem” działającym nie na rzecz Polski, a raczej międzynarodowej finansjery. Człowiek, który kiedyś doradzał Donaldowi Tuskowi, a nawet miał wejść do jego rządu i to już, o zgrozo, po katastrofie smoleńskiej. Człowiek, który dał się kilka razy podsłuchać i nagrać przy przysłowiowych już ośmiorniczkach (choć tak naprawdę zamówił wtedy „jedynie” carpaccio z tuńczyka) w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, zupełnie tak, jak wielu śmiertelnych wrogów PiS. Na nagraniach nie stronił też od karczemnych bluzgów, tak wytykanych przez PiS pozostałym uczestnikom pogawędek u „Sowy” oraz pochwał dla nielubianej przez „Dobrą Zmianę” Angeli Merkel. Człowiek, którego bogactwo (3 mln na koncie, 4 mln w akcjach) razi większość tradycyjnego elektoratu PiS i jest dla nich abstrakcyjnym kosmosem. Gdzie tu sens, gdzie logika, można zapytać w pierwszym porywie zaskoczenia i zdziwienia.
Zobaczmy jakie są pierwsze skutki Operacji „Mateusz”. Już podczas oficjalnej dymisji prezydent Duda z niezwykle strapioną i zafrasowaną miną stwierdził, że nie jest to moment miły ani dla niego ani dla byłej premier. W ciągu kilkudziesięciu godzin po dymisji najczęściej wyszukiwanym hasłem w sieci w temacie rekonstrukcji (zasięg 33 miliony) było „dlaczego Beata Szydło odchodzi”, czyli ludzie nie rozumieli powodów dymisji. Natychmiast pojawiły się też dwie internetowe akcje #PreczzMorawieckim i #MuremzaSzydło. Ta druga zyskała potężny zasięg 800 tysięcy użytkowników. Natomiast konto byłej premier na FB natychmiast zyskało 800 nowych fanów. Z kolei informacja o nominacji Morawickiego zyskała 80 procent negatywnych reakcji internetowych. Trudno powiedzieć jak nominacja odbiła się na popularności internetowej nowego premiera, ponieważ nie miał on dotąd kont ani na FB ani Twitterze. Kiedy dwa dni przed Morawieckim, odchodząca premier gościła w Radio Maryja słuchacze masowo i histerycznie dzwonili zrozpaczeni jej zapowiadaną dymisją. Natomiast prezes umiarkowanie przychylnego rządowi PiS Ruchu Narodowego Piotr Winnicki napisał: „w dniu, w którym po latach wiernej służby ugrupowaniu tak Panią potraktowano-łączę wyrazy solidarności”. Ponadto, jak relacjonują posłowie, przyjęcie Mateusza Morawieckiego na posiedzeniu klubu PiS było chłodne, a odchodząca premier Szydło została przyjęta owacją na stojąco. Trzeba stwierdzić, że wszystko to nie wygląda dobrze, a zamiana Beaty Szydło na Mateusza Morawieckiego wydaje się być, na pierwszy rzut oka, świetnym prezentem dla opozycji. Już same słowa ustępującej premier podczas debaty nad wotum nieufności: „za co chcecie mnie odwołać?! Za to, że Polakom żyje się lepiej?!”, choć wypowiedziane do opozycji… wydawały się być skierowane przede wszystkim do prezesa Kaczyńskiego i partyjnych kolegów.
Jakie zatem mają być korzyści ze zamiany dla obozu rządzącego? Wszystkie wymieniane przez obóz rządzący wydają się pozorne i mocno naciągane. Komitet Polityczny PiS oficjalnie napisał, że „Ewolucji uległy wpisane w wielki projekt dobrej zmiany zadania stojące przed Zjednoczoną Prawicą. Powyższe czynniki spowodowały konieczność skorygowania składu rządu, w tym również jego kierownictwa”. Poza tym politycy PiS mówili o tym, że jednym z powodów tej korekty jest ułatwienie dialogu z Unią Europejską, a nowy premier ma zapewnić poprawę wizerunku rządu za granicą, gdyż ostatnim czasie gabinet Szydło toczył wojny z większością sąsiadów oraz z Brukselą. Mówili też, że Mateusz Morawiecki urzekł prezesa swoim wizjonerstwem (Program Stoczniowy „Batory”, budowa dronów „Żwirko i Wigura”), odkupieniem PKO SA od Włochów z Unicredit i wyssaną z mlekiem… ojca nienawiścią do postkomuny. Część polityków związana z obozem rządzącym twierdzi, że zmiana jest konsekwencją działań Beaty Szydło mających na celu by Morawiecki nie urósł i jej nie zagroził. Tyle, że wczoraj okazało się, że zapowiadana przez szydło „rekonstrukcja” zrekonstruowała tylko ją. Wszyscy, nawet najbardziej kontrowersyjni członkowie gabinetu jak Waszczykowski, Macierewicz, Szyszko, Radziwiłł czy najbliższe byłej premier Kempa i Witek zostały. Cóż więc może się zmienić? Najtrafniej lecz bardzo niegrzecznie skomentował to Lech Wałęsa. „Cyrk ten sam tylko małpy zamieniły się miejscami” – wypalił.
Tak więc mamy premiera Morawieckiego, który na dzień dobry skonfliktowany jest ze swoimi ministrami Ziobro i Szydło i nad którym ciąży widmo odpowiedzialności karnej, jeśli nie ogłosi wyroków TK, których nie ogłosiła poprzedniczka. Mamy premiera, który w pierwszym wywiadzie, oczywiście dla „Radia Maryja” mówi, że chce rechrystianizować Europę, bo tam nie śpiewa się już kolęd, a kościoły są puste, chce bogatej i silnej gospodarczo Europie narzucać nasz model gospodarczy – państwa będącego gospodarczym średniakiem, wychwala pod niebiosa Adama Glapińskiego za działania, które w 1991 doprowadziły do grabieży polskiej ziemi przez administrację i nomenklaturę z PRL-u. Czy to ma zapewnić odzyskanie zszarganego przez rząd premier Szydło zaufania w UE, u sąsiadów i inwestorów? Raczej nie. Na pewno nie!
O co więc chodzi z tą „podmianką”? Oczywiście nie o przyczyny wymieniane oficjalnie, a tylko i wyłącznie o przykrycie medialne uchwalenia bardzo kontrowersyjnych ustaw o SN i KRS. Odbyła się debata sejmowa, zostały one przegłosowane, ale media i ludzie w Polsce i Europie wspominają tylko o wymianie premiera RP. Prezes bardzo dużo zaryzykował wymieniając swojską Beatę na kosmopolitycznego Mateusza. Wykonał istne salto śmierci, by odwrócić uwagę od tego, co dla niego najważniejsze – skoku na sądownictwo. W tym kontekście nowy premier stał się dla prezesa, dosłownym tłumaczeniem jego hebrajskiego imienia, albowiem Mateusz znaczy dosłownie „Dar od Jahwe”. A Morawieckiego może on w każdej chwili sam zastąpić, jeśli coś będzie szło nie tak. Ba, nawet Beata Szydło może powrócić, gdy ucichnie temat sądów, co zresztą sugerowała w Internecie Krystyna Pawłowicz: „Spokojnie! Pani Premier Beata Szydło nie odchodzi! (…) Chwilowa zmiana pozycji i ról!”. W sumie Putin też odchodził ze stanowiska Prezydenta Rosji i wracał kiedy tylko stało się to możliwe. Czemu nie?
PS. Jak zmiana wpłynie na współpracę premiera z PSL? Zobaczymy. Beata Szydło nie kryła się z niechęcią wobec Stronnictwa. Ostrze PiS-owskiego miecza wycelowane jest od dawna nie tyle w PO, co w PSL, co przed wyborami samorządowymi jeszcze się nasiliło. Mateusz Morawiecki wydaje się być bardziej pragmatyczny, ale też jego wojujący antykomunizm może podsuwać mu jedno z największych kłamstw historycznych i bezczelnych bzdur, że PSL jest partią postkomunistyczną. Ten sam PSL, którego członkowie w końcówce lat czterdziestych XX wieku byli porywani, zastraszani i mordowani przez komunistów. Tak jest niestety narracja partii rządzącej. Miejmy nadzieję, że nowy premier będzie miał do niej dystans.
1512975864793_r

http://zielona-zaraza.blog.pl/2017/12/12/operacja-mateusz/

Wróć

Dodaj komentarz

Prosimy obliczyć 7 plus 1.

Zielona Zaraza to też profil na FB

Możesz komentować wpisy tutaj lub zajrzeć na oficjalny profil