przez XY (1 komentarzy)

„Czy koń może być Polakiem?” - ciąg dalszy skandalu w Sarnowej Górze

Minęło już trochę czasu od „historycznej” imprezy w Sarnowej Górze, która z historią miała tyle wspólnego, co Lemoniadowy Joe z westernem. Parodia, pastisz są łagodnymi określeniami, a na język cisną się słowa powszechnie uznawane za obelżywe. Minęło trochę czasu od tej skandalicznej imprezy, to chyba już czas by ją podsumować – możliwie na spokojnie.  

Przez lata organizacją widowiska historycznego Sarnowa Góra 1920 zajmowali się pomysłodawcy tej imprezy, czyli Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej 79 pułku piechoty. Impreza rozwijała się, było coraz więcej chętnych zarówno do udziału w niej, jak i do oglądania. Wiedza, zapał, a przede wszystkim ogrom pracy rekonstruktorów zapewniał nie tylko doskonałe widowisko, ale także porcję solidnej historycznej wiedzy.
Sukces imprezy, wzrastająca jej popularność sprawiły, że pojawili się również chętni do lansowania się przy niej. Stało się to powodem zgrzytów, nieporozumień, a kulminacją stał się rok 2016, kiedy doszło do wręcz skandalicznych scen, do popisu chamstwa w wydaniu władz gminnych. Na to nałożył się skandal z udziałem Bartłomieja Misiewicza, który odgrywał rolę ministra obrony narodowej.  
Rekonstruktorzy publicznie zapowiedzieli, że rezygnują z prowadzenia tej imprezy, bo swoją godność mają i jeśli mają się za coś wstydzić, to za własne przewiny, a nie za nieudolny lans polityków szczebla gminnego. W ten sposób, po raz kolejny, lokalna polityka i skrajna niekompetencja zniszczyły fajną imprezę.
Pomysłodawcy imprezy, jej wieloletni organizatorzy wycofali się, ale pozostały niespełnione ambicje.  W 2017 roku całość imprezy, prawem kaduka, przejęły władze gminne, pod przywództwem wójt Marzeny Ślubowskiej. Do organizatorów dołączył komendant ciechanowskiego WKU (ten sam, co w zeszłym roku prężył się przed Misiewiczem) i ciechanowski Klub Gazety Polskiej, pod przywództwem Wiesława Kownackiego, znanego hodowcy bydła mlecznego. Fachowcy pierwszej wody, ale  nie od historii i nie od rekonstrukcji historycznej.
Pierwsza duża wpadka została zaliczona już na etapie plakatu. Ładny był. Tylko organizatorzy nie wiedzieli, że istnieje coś takiego jak prawa autorskie i zdjęcie wykorzystane jako tło najzwyczajniej w świecie podprowadzili. Pisaliśmy o tym, a KRDP pytało na antenie. Było śmiesznie i strasznie, gdy p. Kownacki publicznie przyznał się do złodziejstwa, ale jednocześnie wyraził opinię, że okradziony powinien być im wdzięczny, że to klub Gazety Polskiej go okradł. Niesamowita logika, w stylu Kalego. W audycji ponadto zwróciła moją uwagę wypowiedź pani wójt, która stwierdziła, że spodziewa się ponad tysiąca widzów.
Czyli, zgodnie z planem miała to być impreza masowa, której organizacja obwarowana jest szeregiem przepisów, w tym restrykcyjną ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych. Pani wójt powiedziała, to sprawdziłem. Policja – zgłoszenia nie było. Straż Pożarna – podobnie. Nawet Powiatowy Zarząd Dróg nic nie wiedział, a organizatorzy zakładali zamknięcie ruchu na drodze powiatowej. Wszystko wskazuje, że organizatorzy z pełną premedytacją złamali prawo, a to nie jest drobiazg. Zgodnie z art.58 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych grozi za to kara do 8 lat pozbawienia wolności!
Wyposażony w wiedzę o nieprawidłowościach wyruszyłem w drogę.  Chciałem dojechać  do Bądkowa, ale w Sarnowej Górze drogę zagrodzili mi strażacy z OSP. Zgodnie z ustawą mają do tego prawo, ale tylko „podczas wykonywania czynności związanych z prowadzeniem akcji ratowniczej”. Pytałem się, lecz nie byli w stanie wyjaśnić na jakiej podstawie prawnej blokują ruch na drodze publicznej, a w galowych mundurach akcji ratowniczej nie prowadzili. Kazano im, to blokowali.
Było jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia oficjalnych uroczystości, to obejrzałem „piknik militarny”.  Zgodnie z zapowiedzią miał był nowoczesny sprzęt, a zaprezentowano BWP-1, który od ponad 20 lat ma wartość muzealną i lekko zmodernizowany czołg T-72 (PT91), który swojej nowoczesności dowiódł już w 1991 roku, na piaskach irackiej pustyni. Do tego muzealnego tandemu doszło trochę broni ręcznej, w tym cieszący się zainteresowaniem gapiów, blisko 60-letni granatnik przeciwpancerny RPG-7.  Widowisko historyczne, to i historyczny „piknik militarny”.   Grunt, że dzieci (duże i małe) miały radochę.
Ciekawsze (przynajmniej dla mnie) było obejrzenie  przygotowań do imprezy, a przede wszystkim wyłowienie zagrożeń dla bezpieczeństwa jej uczestników.
Na „polu bitwy” pirotechnik rozstawił swoje materiały, przygotował do wysadzania i jak skończył, to zaprosił strażaków, by im wyjaśnić, co robić, gdy coś pójdzie nie tak. Zazwyczaj robi się to w dokładnie odwrotnej kolejności. Między innymi po to, by nie narażać strażaków. Saper może się rozerwać, ma to wpisane w zawód, ale dlaczego narażono strażaków-ochotników?
Uczestnicy „rekonstrukcji” na dziwnych zasadach, bez gruntownego sprawdzenia kto dostaje broń, pożyczyli od prywatnej firmy broń dostosowaną do ostrej amunicji. Dwóch z nich, ubranych w bolszewickie mundury, zapakowało się z tą bronią do samochodu i pojechali w siną dal.  Tak, to nie żart. Dwóch panów, uzbrojonych w ostrą broń, na którą nie mieli pozwolenia, pojechało sobie w nieznane.  Przedstawiciel firmy wypożyczającej broń pokazywał mi później oświadczenie, jakie mieli podpisać. Był tam między innymi zapis o zakazie oddalania się z bronią z „planu filmowego”, co miało być zagrożone sankcją do 8 lat pozbawienia wolności.  
Ciekawą konstrukcją była zadaszona scena, na której usadzono zaproszonych gości. Może ma ona odpowiednie atesty, certyfikaty, świadectwa, ale ustawiona była tak, że przed opadnięciem na głowy gości zabezpieczał ją... kawałek metalowego pręta. Wystarczyłby dobry podmuch wiatru i mogło dojść do tragedii.  Byliby ranni i zabici.
Dość o tym bezpieczeństwie, bo to już będą rozpatrywać organa ścigania, a stosowne powiadomienie zostało złożone.

Oficjalna uroczystość też pozostawiła wiele do życzenia. Pani wójt bardzo długo witała zaproszonych gości. Tych bardzo ważnych, tych mniej ważnych i tych zupełnie nieważnych. Powitała nieobecnych, zapomniała o obecnych. Takie małe faux pas.
Zazgrzytało nawet podczas składania kwiatków pod pomnikiem. Precedencja stanowisk okazała się czarną magią i w rezultacie „przewodniczący rady gminy, wraz z rodziną” i przedstawiciele klubu Gazety Polskiej poszli szybciej niż czekający w kolejce zaproszeni goście. To było duże faux pas. Do składania kwiatków została wywołana „kombatantka z oddziału <<Roja>>”, urodzona w 1939r. Komuś zrobiło się na tyle przykro, że swojej wiązanki nie złożył i zostawił ją w krzakach.  

Gmina nie popisała się przy organizacji, to może chociaż wojsko? Misiewicza już nie ma w MON-ie, to pod Sarnową Górę nie przybył, ale godnie zastąpiła go pani, która niecałe dwa tygodnie później zasłynęła ustawianiem harcerza pod Westerplatte. Czyżby Sarnowa Góra była jakimś pechowym miejscem dla ministerialnych urzędników?  
Miejscowym też lepiej nie poszło. Żołnierze mieli problemy z podczepieniem flagi do masztu, debatowali, debatowali, ale  jakoś ją przymocowali  i zostawili. Smutnie zwisającau dołu masztu, oczekiwała na rozpoczęcie uroczystości. Na całym świecie jest to symbol poddania się. Anglosasi mają na to nawet nazwę striking the colors, a nasza Marynarka Wojenna jest dumna, że tego upokarzającego aktu nigdy nie dokonano na żadnym z polskich okrętów. Zapytany o to zastępca dowódcy przasnyskiej jednostki (ona wystawiała kompanię honorową) stwierdził, ceremoniał wojskowy to dopuszcza - nieprawda.  Zmieniony przez Macierewicza ceremoniał dopuszcza tzw. smoleński apel pamięci i ten został odczytany.  Zasady podnoszenia flagi państwowej nic się nie zmieniły i od dziesiątków lat robi się to tak samo. Złożoną flagę pod maszt przynosi poczet flagowy, podczepia ją i podnosi przy dźwiękach hymnu państwowego. Żaden dokument, żaden zwyczaj nie pozwala na zamiatanie flagą ziemi. Nie zmieniły się też zasady odnośnie salwy honorowej. Strzelania na tra-ta-ta-ta nie przewiduje żaden regulamin – zabrakło elementarnego wyszkolenia.
Nie zabrakło za to pokazu buty, a taki urządził mi komendant WKU. Coś mi insynuował, że coś zrobi, jak już odejdzie z wojska, a jest to związane z tym, że jego wizerunek, w zeszłym roku był wykorzystany w znanym klipie z Misiewiczem. Do końca go nie zrozumiałem, bo strasznie bełkotał, ale na wszelki wypadek odesłałem do lektury ustawy o prawie autorskim.  

To może chociaż rekonstrukcja bitwy przebiegła na jakim takim poziomie? Nie. To był najsłabszy i jednocześnie najbardziej skandaliczny element tej imprezy.  Poprowadził to  pWojciech Olszański, znany również pod pseudonimem Aleksander Jabłonowski. Ubrany w „mundur” własnego pomysłu, ozdobiony „Mieczykiem Chrobrego”  i odznaką Związku Jaszczurczego głosił wszem i wobec kompletne bzdury, przy pełnej aprobacie zgromadzonej gawiedzi, w tym kilku parlamentarzystów z partii rządzącej, a powinni go dobrze znać, bo to albo stłucze jakiegoś pisowca na Powązkach, albo publicznie odsądzi od czci i wiary.  Pan Olszański dał piękny pokaz braku elementarnej wiedzy o przebiegu bitwy. Twierdził, że 8 Brygada Jazdy dowodzona była przez mjr. Podhorskiego, a  walczący pod Sarnowa Górą 145 pułk piechoty był jednostką ochotniczą, złożoną z „nieostrzelanych synków”.  W rzeczywistości 8BJ dowodził gen. Karnicki, a 145 pp był jednym z bardziej zaprawionych w bojach polskich oddziałów. To, że wywodził się z Armii Hallera i był sformowany z walczących na froncie włoskim weteranów cesarsko-królewskiej armii pan Olszański nie miał zielonego pojęcia.
Braki w wiedzy historycznej nadrabiał butą i zwykłym chamstwem. Padały hasła antysemickie i rasistowskie. „Dla Cyganów pradziadek, to całkiem niedawno. Pradziadek u Cyganów to czterdziestki może nie mieć, bo u nich to szybko idzie” - to się kwalifikuje do sądu.
Kuriozalne były wypowiedzi o „ruskich kacapskich mordach”,  „jak kacapska morda nogami nakrywała się w biegu”, „ Jeździło to na koniach, jak małpy. Potrafiło na podwórko wjechać,  świnię ukraść, babę zgwałcić i uciec i to wszystko w galopie! Walczyć z nimi to była sztuka”.  
Snuł skandaliczne opowieści, jak to „pan Janek Jeziorański kulkę w głowę dostał, jak mu czaszkę rozerwało i mu mózg wypłynął, to go matula potem nie znalazła, bo go robaki zżarły i mamy w Warszawie Grób Nieznanego Żołnierza”. Padło nawet  retoryczne pytanie „Czy koń może być Polakiem”?
Nikt mu nie przerwał, tego pokazu ignorancji i chamstwa. Żeby było ciekawiej, to gmina mu jeszcze za to zapłaciła!
Później było jeszcze ciekawiej. Pojawili się „kozacy” w strojach, prosto jak z filmów Hoffmana. W 1920 roku takich nie było. Trochę pobawili się w pokazy sprawności. Nic dziwnego, to w końcu kaskaderzy. Polatała jakaś niby piechota bolszewicka i polska, w tym jakaś dziwna, bo w białych koszulach.   Postrzelały wojskowe wiwatówki,  zrobiono pokaz pirotechniczny, a wszystko to w tle wystąpienia pana Olszańskiego. Czy miało to coś wspólnego z wojną 1920 roku, z bitwą pod Sarnową Górą? Nic, kompletnie nic.  To nie była rekonstrukcja historyczna, to nie było przedstawienie epizodów bitwy, to nie było przedstawienie sylwetki żołnierza z tamtej epoki. To co to było?  Skandal i to opłacony przez nas wszystkich, z naszych podatków.


Teraz pozostaje skrupulatne rozliczenie tych wydatków, a tu mogą kryć się niezłe kwiatki. 22 sierpnia odbyła się rada nadzwyczajna gminy, podczas której radni wprowadzili do budżetu 18 tys. zł z darowizny. Pani wójt nie chciała powiedzieć, kto przekazał tę darowiznę. Było tylko powiedziane, że było to w związku z imprezą w Sarnowej Górze.  Radni klepnęli. Radni klepną wszystko, a były to wciąż wirtualne pieniądze, bowiem umowę darowizny  podpisano dopiero 28 sierpnia, czyli prawie tydzień później.  Sponsorem okazała się  Fundacja Orlen – Dar Serca, a materiały związane z tą darowizną otrzymaliśmy z… Urzędu Gminy w Sońsku, na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej.  Czy radni dostali te materiały? Nie sądzę. Gminna zabawa w kotka i myszkę dalej trwa, a gminni klakierzy chwalą panią wójt i jej sukces. Ciekawe dlaczego robią to anonimowo?

Wróć

Komentarze

Skomentował Arkadiusz Kozyra |

Ci gminni klakierzy siedzą w kieszeni Wójt Ślubowskiej, która zatrudnia ich rodziny w podległych wójtowi jednostkach organizacyjnych albo umarza im podatki. Ludzie nie mogą chyba być tak tępi - jak oni pokazują, ale mogą być tak przekupni - jak na załączonym obrazku. Zresztą co tu gadać. Skala różnych przekrętów (głównie przy remontach dróg gminnych) jest godna pozazdroszczenia - że się aż tak, niczego nie obawiają. Ja tobie drogę za 300tys. do pustostanu a ty mi zagłosujesz jak należy. Ja tobie podatki umorzę - ale podniesiesz rękę właściwie przy głosowaniu i masz przerywać wystąpienia każdego co ma inne zdanie. Albo wcale nie dopuszczą do głosu w punkcie Wolne wnioski jak wczoraj na sesji i przegłosują 9:6, że aż takiej wolności to tu nie ma..Proste jak konstrukcja cepa.

Dodaj komentarz

Prosimy obliczyć 2 plus 4.
Ktoś niespełna rozumu (czyt. urzędnik z Brukseli) wykombinował, że skoro on jest durny, to inni ludzie też, i muszę każdego odwiedzającego poinformować, że każda przeglądarka używa ciasteczek, a jeśli zostawisz swój email w formularzu komentarza, to strona go zapisze. Ależ to niebywałe. Normalnie szok...

A wiesz, że jak napiszesz coś w komentarzu, to zostanie to opublikowane? No i pojawi się jako komentarz! No to Cię pewnie zaskoczyło. Dobrze, że takich mądrych urzędników mamy, bo bez tej informacji wcale byś o tym nie wiedział. Podobnie jak o tym, że jeśli zaznaczysz chęć informowania o nowych wpisach, to adres e-mail zostanie zapisany i dostaniesz na niego... informację o nowych wpisach. Zaskoczony?

Zainteresować Cię może jeszcze to: