przez XY (13 komentarzy)

O tym jak wmówić wszystkim, że gród nad Łydynią założyli Kajko i Kokosz

Historia Ciechanowa patykiem na wodzie pisana

Internet jest miejscem gdzie zawsze można natrafić na coś ciekawego, inspirującego.

Tym razem natknąłem się na scenariusz lekcji dla piątoklasistów na temat: Moja miejscowość w opowieści „Jak rycerz Ciechan gród i dwanaście warowni założył”. Elementy legendarne i historyczne świata przedstawionego.

Zamysł lekcji chwalebny, bo przecież trzeba dziatwę uczyć historii regionu i miasta gdzie przyszło im żyć, a przede wszystkim nauczyć rozróżniania prawdy od fikcji.  Pojawia się jednak pytanie czy cel lekcji jest możliwy do osiągnięcia.  Zapewne, zgodnie z sugestią nauczycielki młodzi badacze historii miasta jako podstawowe źródło informacji wykorzystają strony internetowe urzędu miasta i starostwa. Czy znajdą tam jednak prawdziwe, rzetelne informacje?

 

Zacznijmy od strony starostwa. Próżno by tam szukać informacji o historii regionu, bo mowa jest tylko o Ciechanowie, jakby inne miejscowości powiatu nie miały znaczenia.  Ponadto autorzy strony chyba opuścili lekcję w 5 klasie i rzeczywistość im się pomieszała z legendami i fikcją. Zacznijmy od pierwszego akapitu:

„Dogodne położenie i żyzne gleby spowodowały, że od początków neolitu, a więc od blisko 5 tys. lat Wysoczyzna Ciechanowska była obszarem intensywnego osadnictwa. W świetle najnowszych ustaleń, centrum tego obszaru stanowił ośrodek kultowy Góra Sfazożyca i gród strzegący miejsca przeprawowego, wzniesiony ok. 570 – 600 r. przez legendarnego wodza – Ciechana”.

 

Ciężko w tym fragmencie znaleźć jakiś prawdziwy element.

Według starostwa neolit zaczął się blisko 5 tysięcy lat temu, a nie jak twierdzą naukowcy, że długo, długo wcześniej – jakieś 10 tys. lat przed naszą erą. Badacze uważają nawet, że na ziemie polskie dotarł on jakieś 5000 lat, ale przed naszą erą, czyli jakieś 7 tysięcy lat temu. Różnica niewielka.  Pomińmy jednak prehistorię, która została potraktowana po macoszemu, bo nawet nie ma wzmianki o paleolitycznych łowcach, którzy polowali tu na renifery i skupmy się na czasach nam bliższych. Tutaj starostwo, powołując się na „najnowsze ustalenia” (ciekawe kto i z kim to ustalił?) mówi nam o Górze Swarożyca, ośrodku kultowym, wzniesionym około 570 roku grodzie. Problem w tym, że żaden ze znanych mi historyków i archeologów nie był w stanie skomentować tego inaczej jak - „bzdura”. „Rewelacje” te nie mają bowiem jakiegokolwiek oparcia w źródłach historycznych. Jedyne badania archeologiczne Farskiej Góry były przeprowadzone w 1966 roku i były to badania sondażowe. Potwierdziły one, że prawdopodobnie znajdował się tam otoczony wałem wczesnośredniowieczny gród, użytkowany w dwóch okresach do XV wieku. Badania sondażowe nie dają jednak jakichkolwiek podstaw do wyciągania daleko idących wniosków.  Wskazują one jedynie, że warto przeprowadzić w tym miejscu badania wykopaliskowe, które do dzisiaj nie zostały nawet zaczęte!  Przy okazji warto wspomnieć, że badania prowadzone w okolicznych grodach przy pomocy metody radiowęglowej i dendrochronologicznej wskazują, że powstawały one na przełomie IX i X wieku, ale przecież Ciechanów musi być starszy.

 

Kolejny akapit:

„W ciągu VIII – IX w. na drodze akcji zbrojnej nastąpiło zjednoczenie plemion mazowieckich w organizacji wielkoplemiennej. Archaiczną nazwę tego obszaru –Tehonouezi, Thafnezi (Ciechanowice) – można odnaleźć na liście plemion tzw. Geografa Bawarskiego datowanej na 844 r. Od połowy X wieku rozpoczyna się proces integracji Mazowsza z państwem Piastów. Hufce polańskie stanęły na przedpolach Starego Mazowszaza pewne już w 948 r., ale dzieło “zjednoczenia” prawdopodobnie zakończył Bolesław Chrobry w 994 lub 995 r. Wraz z nowymi władcami na obszar ten wkracza chrześcijaństwo. W świetle zapisków kronikarskich, określających ciechanowski gród jako gniazdo pogaństwa, jest niemal pewne, że w akcji misyjnej brał udział św. Wojciech...umęczony w trzydzieści dni po opuszczeniu grodu.”

 

Prawdziwe rewelacje!

W źródłach historycznych nie ma nawet strzępka informacji o zjednoczeniu plemion mazowieckich w organizację wieloplemienną, a tym bardziej drogą zbrojną. Wiemy jedynie, że na przełomie IX i X wieku wystąpił boom budowlany i na Mazowszu powstało sporo niedużych grodów współczesnych, lub trochę starszych od grodów piastowskich, a te jak na przykład w Gnieznie powstały po roku 940, ale gdzie tam Gnieznu do Ciechanowa. Dalej starostwo dowodzi, że obszar Ciechanowa był na liście plemion Geografa Bawarskiego. Ciekawa hipoteza, mile łechcąca ego każdego miłośnika ziemi ciechanowskiej. Nie znajduje ona jednak żadnego poparcia w świecie naukowym. Ponadto warto przypomnieć, że mityczni Thefnezi mieli mieć 257 grodów, a tyle nie było nigdy i to na całym Mazowszu. Do bajkowych przekazów można też zaliczyć „prawie pewny” udział św. Wojciecha w chrystianizacji ziemi ciechanowskiej. Życia by mu nie starczyło, aby odwiedzić każdą mieścinę, gdzie wspominają o nim legendy. Warto przypomnieć, że o jego obecności w rejonie Ciechanowa nie ma jakiejkolwiek wzmianki w źródłach historycznych, a przecież żywot świętego został opisany wkrótce po jego męczeńskiej śmierci. Bajką są „hufce polańskie” gdyż nie wiemy kiedy i w jaki sposób Mazowsze zostało włączone do państwa Piastów. Być może odbyło się to drogą pokojową. Przywołanie zapisków kronikarskich określających Ciechanów jako „gniazdo pogaństwa” nieuchronnie nasuwa na myśl twórczość Jerzego Gaczyńskiego, którego postać znalazła zaszczytne miejsce w książce Ireneusza Pawlika „Parada blagierów. Najsłynniejsze mistyfikacje”.  Znany jest on bowiem m.in. jako „odkrywca” tzw. „Kroniki Stanisława z Lipia” mówiącej o dziejach Ciechanowa, a przez naukowców zgodnie określanej jako XX wieczna mistyfikacja.

 

I jeszcze jeden fragment:

Mimo zwierzchnictwa władców gnieźnieńskich, Mazowsze zachowało znaczną niezależność. Ta odrębność dała o sobie znać wraz z upadkiem pierwszej monarchii piastowskiej. Powstaje bowiem odrębne państwo zbudowane przez Miecława (Masława), które przez długi okres czasu (1034 – 1047) stawiało opór hufcom Kazimierza Odnowiciela. Centralnym ośrodkiem owego państwa był gród ciechanowski, pod murami którego rozegrała się decydująca bitwa, zakończona klęską Mazowszan

 

To jest już superbzdura.

Owszem państwo Masława powstało, ale dopiero po wygnaniu Kazimierza Odnowiciela z Polski. Władca ten do Polski wrócił około roku 1041 na czele 500 niemieckich rycerzy. Tym samym jak mógł Masław stawiać mu opór od 1034 roku? Ciechanów jako centralny ośrodek państwa Masława? Nie ma o tym nic ani w źródłach historycznych, ani w materiałach archeologicznych. Nie wiemy gdzie, w 1047 roku,  rozegrała się bitwa między wojskami Masława i wspieranymi przez wojów Jarosława Mądrego wojskami Kazimierza Odnowiciela.  Wspomina o niej w swej kronice Gall Anonim: „(…) miała tam miejsce wielka rzeź Mazowszan, o czym dotąd świadczy pole bitwy i urwisko na brzegu rzeki”.  Chyba trzeba będzie rozpisać przetarg na budowę urwiska na brzegu Łydyni, bo takiego nie ma i nigdy tu nie było.

 

Nawet kwestia lokacji miasta nie została przedstawiona zgodnie z prawdą historyczną, „Miarą rozwoju gospodarczo – społecznego Ciechanowa było uzyskanie w 1266 r od Konrada II przywileju lokacyjnego tzw. Prawa średzkiego, które zastąpiło dotychczasowe polskie prawo targowe”.  Jest to kolejne z „odkryć” Jerzego Gaczyńskiego, przez naukę określane jako mistyfikacja.

 

Załamany stroną starostwa zerknąłem na stronę miasta.

Tutaj jest lepiej, nawet można powiedzieć, że dużo lepiej. Mniej jest błędów, ale mniej jest również informacji. 

„Przeprowadzone badania archeologiczne na ciechanowskim grodzisku usytuowanym na Farskiej Górze wykazały istnienie tu osadnictwa już w VII w”.

Przeprowadzone w 1966 roku przez Irenę Górską badania sondażowe wykazały zalegające na złożu wtórnym fragmenty ceramiki, które datowano na podstawie analogii do znalezisk z Szelig na VII wiek. „Złoże wtórne” oznacza, że materiał zabytkowy został tam przeniesiony z innego miejsca. To tak jakby prowadzić „wykopaliska” w muzeum i na podstawie znalezionych zabytków twierdzić, że zostało założone przed tysiącami lat. Równie dobrze można by powiedzieć, że na Farskiej Górze znajdowała się osada kultury łużyckiej, bo na tym samym „złożu wtórnym” znaleziono fragment ceramiki z tego okresu. Nie ma najmniejszych podstaw do stwierdzenia, że Farska Góra była zamieszkana w VII wieku. Nie przeprowadzono w tym miejscu badań archeologicznych i nasza wiedza o początkach grodu nad Łydynią jest bardziej niż skromna.  Informacja jednak poszła w świat, bezkrytycznie jest kopiowana i kolejne pokolenia ciechanowian są karmione legendą o VII wiecznej osadzie.

 

Interesująca jest informacja o stratach wojennych:

„W wyniku terroru około 40% mieszkańców miasta zginęło w obozach, katowniach i na przymusowych robotach (około 3 700 Żydów i kilkuset Polaków)”.

Nie wiem skąd autor notki wziął te dane, ale nie mają one wiele wspólnego z rzeczywistością.

Ciechanów w 1939 miał około15.500 mieszkańców. 40% z tej liczby daje 6200 osób, co nijak się ma do podanej na stronie liczby ofiar. W rzeczywistości nawet liczba pomordowanych ciechanowian wyznania mojżeszowego jest sporo większa.

 

O ile główna część notki nie wzbudza większych kontrowersji, to gorzej jest w „Kalendarium”. Tutaj powtórzono część bzdur jakie prezentuje starostwo. Znowu mamy bitwę pod Ciechanowem, a sam gród jakoby miał być jedną z siedzib Masława.  Ponadto mamy „prawdopodobne” nadanie praw miejskich w I połowie XIV wieku, o którym nic nie świadczy.  Mamy nieudaną próbę zorganizowania getta żydowskiego w 1811 i ani słowa o skutecznie zorganizowanym i zlikwidowanym w 1942 roku.

 

Nie ma co się dalej pastwić nad tymi stronami internetowymi. Niewątpliwie na ich podstawie dziatwa ciechanowska nie nauczy się rozróżniania rzeczywistości od fikcji.  Czy naprawdę tak ciężko jest zebrać kilku rzetelnych historyków i archeologów i w sposób syntetyczny opisać historię miasta i regionu? Czy kolejne pokolenia muszą być karmione wymysłami?

 

Gdyby ktoś wreszcie zrozumiał, że czas zmienić podejście do historii miasta regionu i zdecydował się na stworzenie rzetelnego opracowania, to podstawą może być praca Wojciecha Górczyka „Ciechanów – zarys dziejów do XV w”. http://www.kulturaihistoria.umcs.lublin.pl/archives/2280

Autor zawarł w niej rzetelną analizę dostępnych źródeł historycznych i odniósł się do wielu mitów i legend od pokoleń powtarzanych ciechanowianom jak fakty historyczne.  Chyba nie ma obecnie lepszego opracowania historii Ciechanowa. Rozwinąć to, przedstawić w formie popularno-naukowej, uzupełnić do czasów współczesnych i mielibyśmy fajny materiał zarówno do nauki, jak i popularyzowania miasta i regionu.

 

A gdyby tak jeszcze samorządy przyłożyły się do sfinansowania badań archeologicznych, to może udałoby się wreszcie dowiedzieć jak wyglądał Ciechanów w dawnych czasach. Maleńki Grudusk był w stanie sfinansować prace, których rezultaty można określić mianem rewelacji.

Czy Ciechanów się na to zdobędzie? Nie sądzę.

„Reliktami uprzedniej epoki” warto przecież się tylko zajmować w aspekcie ich wyburzenia lub specyficznie pojmowanej „rewitalizacji”.

Wróć

Dodaj komentarz

Skomentował marek zalewski |

Krew mnie zalewa jak ktoś coś pisze, czyli się wypowiada i się nie podpisuje... i wszystko mi jedno czy mówi prawdę czy łże...

Odpowiedział RR

Panie Marku, każdy z tekstów publikowanych tutaj ma swojego autora i podpisany jest. ZAWSZE !!!

Na to czy autor podpisuje się z imienia i nazwiska czy robi to wykorzystując dowolny ciąg słownoliterowy my jako Redakcja wpływu wielkiego nie mamy. Niemniej jednak personalne dane wszystkich osób publikujących u nas są w naszym posiadaniu. Ale o sposobie publikacji tekstów w serwisie chyba Panu nie muszę wiele tłumaczyć?

Może odniósłby się Pan również Panie Marku do meritum tego artykułu, jakim niewątpliwie jest swoiste bajkopisarstwo przy okazji zgłębiania historii Ciechanowa. Temat jest na tyle ważny, że każdemu na sercu winno leżeć jak najszersze i jak najbardziej rzetelne jego poznanie.

Skomentował marek zalewski |

Dzięki... mimo wszystko nie lubię tych anonimowych piszących ,,bohaterów'' ... i oczywiście Redakcja nie ma na to wpływu... Ciechanów to ,,zagłębie'' poetów, malarzy, felietonistów, dziennikarzy i ... ja nawet nie myślę z nimi polemizować za ,,mały ptaszek'' jestem... pozdrawiam ...

Skomentował edy |

Czywiście teorie o Ciechanwskim państwie są śmieszne, co do pna Gaczyńskiego, to też nie sądzę żeby ktoś go brał na poważnie. A artyuł Górczyka jest faktycznie dobrą syntezą dziejów Ciechanowa. Jednak nie jest to żdną' sensacją, bo Górczyk opublikował ten artykuł na UMCS chyba ze dwa lata temu. Na marginesie, na jednym z forów ciechanowskich, byla o tym mowa właśnie ze dwa lata temu, była tam mowa o dwóch artyułach Górczyka o Ciechanowie. Jednakże nie traktowałbym informacji zamieszczonych na stronie starostwa jako poważnych, ot po prostu to taka bajeczna wersja historii, w końcu to nie jest miejsce do publikacji badań naukowych, a każdy lubi wierzyć w bajeczne dzieje swojej miejscowości. Chociaż zgodzę się z autorem, że można by w oparciu o artykuły Górczyka stworzyć jakąś populrnonaukowa wersję historii Ciechanowa. Tylko nie wiem czy to powinna być rola starostwa...

Skomentował marek zalewski |

Każdy ma takich idoli na jakich zasługuje... ale z bajek, mitów czy klechd rodzą się fakty...ktoś napisał, wydał w w formie książkowej a następny przyjmuje jako fakt i tak dalej...

Skomentował edy |

Nie zgodzę się z Panem. Nie sądzę, aby Ciechanowianie zasłużyli sobie na bajki panów Gaczyńskiegon czy Kociszewskiego. I naprawdę niewiele osób w te bajki wierzy. Oczywiście są i tacy, którzy w to wierzą.

Skomentował marek zalewski |

Zaraz zaraz a niby z czym się ,,edy'' nie zgadzasz, bo póki co to nie chodziło mi o wypowiedzi p.Gaczyńskiego czy Kociszewskiego... wyraziłem swoje zdanie tylko ,,generalnie'' na temat ,,pisadeł'' i innych ,,słodkiej twórczości'' ...

Skomentował Mariusz Bondarczuk |

I znowu ciekawy temat na tym portalu. Chociaż nie zajmuję się historią Ciechanowa, to chociażby przez sąsiedztwo Przasnysza z grodem nad Łydynią wypada śledzić niektóre wątki dziejów sąsiada. Tym razem autorzy i tekstu i komentarzy rozprawiają się z ciechanowską mitologią (na szczęście już chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wywodzi nazwy Łydyni od łydek królowej Bony, a jeszcze jakiś czas temu zupełnie poważnie lansowano taką "wykładnię" etymologiczną w wikipedii, co wyśmiał w swoim czasie Tomasz Ulatowski
http://www.zmojejstrony.info/index.php?numer=9&nume=8&nr=2&nrz=3&id_mo=2 )
a także czy różnymi błędnymi informacjami, jakie znalazły się działach historycznych urzędowych stron internetowych. Bardzo lubię ostre polemiki, bo one pozwalają różne sprawy dostrzec w nieco jaskrawszym świetle i są często bez wątpienia zaczynem nowych poszukiwań, zmuszają do weryfikacji "zastarzałych" poglądów. Ale skoro w 06-300.pl jest "pod prąd", ja pójdę ciut, dalej (ale nie za daleko, bo to co piszę, to wszakże zwykły komentarz, a nie dogłębna analiza), ale trochę na skos .

Zauważyłem, że jednym z bohaterów negatywnych autorsko-komentatorskich dywagacji jest śp. Jerzy Gaczyński, który zgodnym chórem naukowych autorytetów i ich giermków okrzyknięty został blagierem stulecia za wydaną przez siebie "Kronikę Stanisława z Lipia", która m.in. w wikipedii została nazwana mistyfikacją. Znałem Jerzego Gaczyńskiego. Wiele razy rozmawialiśmy na tematy związane z najdawniejszą historią Przasnysza i jego okolic, bo akurat te kwestie były i są dla mnie najbardziej interesujące. Nie stwierdziłem, żeby odnośnie spraw przasnyskich Gaczyński wykazywał jakieś tendencje konfabulacyjne. Może niektóre jego teorie mogły budzić kontrowersje, ale to jest normalne. Kiedy dowiedziałem się, że w PAN organizowana jest konferencja naukowa poświęcona różnym mistyfikacjom naukowym wybrałem się na nią, gdzie również "Kronika Stanisława z Lipia:" została poddana szczegółowej analizie z wiadomą puentą.

Kiedy zapytałem się głównego adwersarza owej "Kroniki" mgr. Henryka Rutkowskiego, dlaczego Gaczyński wymyślił sobie (zdaniem HR) taki średniowieczny rękopis, wydał go i opracował, usłyszałem: "Dla swojej i Ciechanowa chwały".

Nie przekonało mnie to. Na średniowiecznych rękopisach absolutnie się nie znam. To domena bardzo wąskiego grona osób, które posiadły sztukę ich odczytywania, bo nawet świetny znawca łaciny klasycznej nie poradzi sobie z takim tłumaczeniem. I Gaczyńskiemu chciałoby się taki rękopis wymyślać? W swoim czasie mistyfikację, ale z historii literatury popełnił Gałczyński (oczywiście "ł" nie jest tu literówką, bo chodzi tym razem o wybitnego poetę), który napisał pracę magisterską o XVI wiecznym, angielskim, nieistniejącym w rzeczywistości poecie, wymyślił go od początku do końca, ba stworzył za niego wiersze i to XVI- wieczną angielszczyzną!!! No ale autor "Teatrzyka Zielona Gęś" zrobił to dla jaj. Notabene zabieg ten zastosował kiedyś na łamach wydawanej przeze mnie w latach 90. "Gazety Przasnyskiej" Wojciech Włodarczyk, który wymyślił przedsiębiorcę branży lodowej i jednocześnie poetę z Północnego Mazowsza o dźwięcznym nazwisku Falusiak. Napisał oczywiście za niego kilka wierszy. Wszyscy się nabrali. Ale Wojtek zrobił to również dla jaj. A dla Gaczyńskiego "Kronika Stanisława z Lipia" miałaby być naukową aureolą?

Jakiś czas temu przeprowadziłem małe prywatne "śledztwo" na temat tego "wymyślonego" rękopisu. Nie sposób tutaj przedstawić jego szczegółów, ale jak wiadomo właśnie w nich tkwi przysłowiowy diabeł, a koniec końców także prawda. Rozmawiałem o tej sprawie z osobami, które na co dzień i od święta ze sobą nie rozmawiają, a także dotarłem do księdza (chyba niedawno zmarł), który miał w swoim czasie pod swoją kuratelą ów "wymyślony" rękopis. Moi rozmówcy nie zaprzeczali jego istnieniu. Leżał on bardzo długo (było to oczywiście dziesiątki lat temu) w TMZC czy CTN, bo ktoś z ciechanowskich znawców łaciny miał to przetłumaczyć, ale znał łacinę klasyczną, a nie średniowieczną i nie dał rady. Wreszcie rękopis trafił do Gaczyńskiego. Potem znowu gdzieś powędrował, ktoś go pożyczał i oddawał. Moi rozmówcy nie zaprzeczali jego istnieniu. Jeden z nich stwierdził, że teraz zapewne jest gdzieś poza granicami Polski. Miałem wrażenie, że ktoś z moich rozmówców podejrzewa kogoś o taki przemyt, ale oczywiście "nomina sunt odiosa". Sprawa wymagałaby policyjnego śledztwa, ale trudno przecież duchy powoływać na świadków.

Kilka lat temu w Przasnyszu odbyła się sesja popularno-naukowa na tematy związane z historią Północnego Mazowsza. Brał w niej udział znakomity znawca historii, także naszego regionu, a zwłaszcza jego wieków dawnych prof. Henryk Samsonowicz. Zagadnąłem go o "Kronikę Stanisława z Lipia". Zdystansował się od niej, ale stwierdził z przekornym uśmiechem, że sprawa lokacji Ciechanowa na prawie średzkim brzmi interesująco...

Gaczyński popełnił oczywiście kolosalny błąd, że nie skopiował (sfotografował) owego rękopisu. Teraz się to mści. Czy przepisał go rzetelnie, bez żadnych pomyłek, jota w jotę? Może właśnie tu popełnił jakieś błędy, może gdzieś w jakimś wierszu, jednym czy drugim - "popłynął". Nie uważam, chociaż jestem w tym zakresie dyletantem, aby sprawa "Kroniki Stanisława z Lipia" była czystą mistyfikacją. Wymaga ona na nowo rzetelnego zbadania w oparciu o m.in. wątek "parakryminalny", który tu zasygnalizowałem, opublikowane teksty, czy archiwum wydawcy.

Skomentował edy |

Ciekawy ten wynik śledztwa : "Leżał on bardzo długo (było to oczywiście dziesiątki lat temu) w TMZC czy CTN, bo ktoś z ciechanowskich znawców łaciny miał to przetłumaczyć, ale znał łacinę klasyczną, a nie średniowieczną i nie dał rady. Wreszcie rękopis trafił do Gaczyńskiego."
Tymczasem sam Gaczyński twierdzi, że to on odnalazł rocznik w archiwum parafialnym Fary : ("Rękopis z tekstem Rocznika odnalazłem w jednej z ksiąg parafii farnej w Ciechano­wie, w toku kwerendy archiwalnej "), a nie , że został mu przekazany przez CTN. Wg. Gzcyńskiego rękopis "zniknął" właśnie z archiwum parafialnego ("Na przełomie 1983/84 r. udałem się do archiwum parafialnego w celu sporządze­nia dla Ciechanowskiego Towarzystwa Naukowego odbitki fotograficznej rękopisu."). Jak więc rocznik mógł być w CTN, skoro Gaczyński, gdy chciał zrobić zdjęcia dla CTN to już rocznika nie było. Delikatnie mówiąc, trochę to się kupy nie trzyma. Wystarczy zajrzeć do artykułu samego Gaczyńskiego J. Gaczyński, Spór o Rocznik Ciechanowski, Zapiski Ciechanowskie t. 9, 1995, s. 195-208. żeby zobaczć, że wersja Gaczyńskiego znacznie różni się od Pańskiej. Co do fałszerstw Gaczyńskiego, to można jeszcze wymienić fałszowanie listów archeologa z okresu dwudziestolecia międzywojennego ( pisze i tym prof. Suchodolski). Sam też rozmawiałem na temat rocznika z kilkoma osobami i one zdecydowanie uważają, że jest to mistyfikacja. Dość ciekawy pogląd jak doszło do tej mistyfikacji ma P. Górczyk, szkoda, że w swoich artykułach pomija ten temat.

Skomentował Mariusz Bondarczuk |

Może uda mi się w niedalekiej przyszłości podać szczegóły owej "wędrówki" średniowiecznego rękopisu, który budzi tyle emocji. Mam notatki z tych rozmów, ale nie mam teraz czasu, aby się tym zająć. Nie pamiętam w tej chwili, czy w tym moim "dochodzeniu" Gaczyński odkrywa "Kronikę" na plebanii (bo być może została ona tam zwrócona z TMZC czy CTN, czy też natknął się na nią właśnie tam, gdzie najpierw przeleżała się dość długo, bo nie potrafiono sobie poradzić z tłumaczeniem. Mam nazwisko osoby, która pierwotnie miała podjąć się tłumaczenia (przed Gaczyńskim), czy to był jakiś nauczyciel, czy aptekarz, czy jeszcze ktoś inny, w tej chwili nie pamiętam, ale to jest do "odzyskania". Pierwotnie chciałem nawet pójść dalej, aby weryfikować te "pierwotne" wątki, ale okazało się to dość trudne ze względu na upływ czasu i wymagałoby sporych zachodów. Być może lepiej brzmiała dla Gaczyńskigo historia z odkryciem na plebanii, aniżeli z rękopisem leżącym na wierzchu w TMZC, którego nikt w Ciechanowie nie potrafił wcześniej "ugryźć" i nie miał świadomości co zawiera. Już po tym moim "śledztwie" dokonałem "odkrycia" (w archiwach) listów wysłanych z Przasnysza w XV wieku pisanych łaciną i dałem je do przetłumaczenia koledze ze studiów, który jest łacinnikiem i uczy łaciny na jednym z uniwersytetów. Strasznie długo przeleżały się u niego te zabytki przasnyskiej epistolografii, ale znajomy nie potrafił ich niestety uszczknąć. Konsultował tę sprawę ze "starszymi i mądrzejszymi", ale nie był w stanie dokonać tłumaczenia. Nie miał - okazuje się - żadnego doświadczenia z łaciną średniowieczną, a jak już pisałem wcześniej, jest to dość hermetyczna dziedzina wiedzy. Dopiero specjalista od niej poradził sobie z zadaniem. Coś podobnego wydarzyło się w "prehistorii" Kroniki Stanisława z Lipia. Uważam, że Gaczyński na pewno nie wymyślił tego rękopisu. Pozostaje natomiast sprawą otwartą, jak go przetłumaczył.

Skomentował edy |

Oj coś tutaj ktoś tworzy altenarywną historię. Gaczyński nawet słowem nie wspomina aby rocznik był w CTN, a maszynopis tworzą na opdstawie jego odręcznego odpisu, tymczasem teraz P.Bondarczuk utrzymje, że kronia leżała w CTN. A może, jednak kronika nie istniała, tylko wersja z archiwum prafialnym całkiem się soromitowała i po dwudziestu latach wymyślono nową? Tylko, że ta nowa wersja jest sprzeczna z tym co wcześniej wymyślano, gorzej, że też opubliowano, więc każdy może iść do bibliteki i pożyczyć np. 9 tom zapisek ciechanowskich, wydawanych przez CTN, i zobaczyć jak nagle wersja o odkryciu rocznika ulega cudownej przemianie. Inna sprawa, że z Pana wersji wynika, że można sobie przyjść do CTN i poprosić" jeden szesnastoweczny rocznik proszę,", i się go dostanie.
No, ale widzę, że wersja jest dopracowywana, bo w pierwszym Pana poście nic nie było o arciwum prafialnm, a po moim poście, już znalazło się miejsce na archiwum fary. Tylko ciągle nie wiadomo po co ten gaczyński po 10 latach od "odkrycia" szedł do fary,żeby zrobić zjęcia rocznika dla CTN, skoro rocznik był w CTN?

Skomentował Mariusz Bondarczuk |

Można sobie dworować. Ale jak pisałem, diabeł tkwi w szczegółach, a teraz się do nich odwołać nie mogę, bo nie pamiętam, ale z tego co sobie przypominam na ten rękopis w archiwum parafialnym natknął się ktoś inny, aniżeli Gaczyński tylko go nie potrafił przetłumaczyć i na pewno nie miał pojęcia ten ktoś, kto go pierwszy miał w ręku, co zawiera i pewnie zaniósł z tą myślą, aby to odczytać, do TNC lub TMZC. Czy Gaczyński natknął się na ów rękopis w TNC, czy też oddano go z powrotem na plebanię i stamtąd trafił do Gaczyńskiego, nie umiem w tej chwili powiedzieć. Przecież wspominałem, że ów rękopis "krążył", według tego co próbowałem ustalić i to przebiegało na przestrzeni lat. Kiedy dotrę do swoich materiałów na ten temat, będę mógł bardziej szczegółowo to przedstawić. Niestety niektórzy świadkowie już nie żyją, stąd rekonstrukcja zdarzeń sprzed lat nastręcza poważnych trudności. Zdaję sobie sprawę, że "zaburzam" wersję o "blagierstwie stulecia" i podważam okrzepłą już opinię autorytetów o mistyfikacji. Nie mam żadnego interesu, aby bronić Gaczyńskiego, nie jestem jego adwokatem, ani krewnym, ale skoro temat ten został tu wywołany, mam przecież prawo dodać, co wiem, co jeszcze mogę w tym zakresie wnieść, do wydawałoby się zamkniętej kwestii, ale nie w odniesieniu do samego tekstu, tylko okoliczności jego odnalezienia i wcześniejszych prób tłumaczenia itp. A jak to zostanie potraktowane i przyjęte zobaczymy w przyszłości. Dyskusji na temat "Rocznika Stanisława z Lipia" nie uważam za zakończonej. Sam Henryk Rutkowski wrócił do niej dwa, czy może trzy lata temu, ale nie znam jego tekstu, a zatem sprawa i jemu nie daje spokoju, chociaż z pewnością nie zmienił swoich poglądów i dowodzi mistyfikacji Gaczyńskiego.

Skomentował edy |

Niestety nie obala Pan twierdzenia, że Gaczyński kłamie. Co więcej stwierdza Pan, że Gacyński kłamie pisząc : " RĘKOPIS KRONIKI STANISŁAWA Z LIPIA. Rękopis zawierający tekst Rocznika Ciecha­nowskiego jest manuskryptem papierowym o wymiarach 31 x 21 cm, odnalezionym w Archiwum Parafialnym i Dekanalnym parafii św. Józefa przy kościele Narodzenia NMP w Ciechanowie w 1975 r. przez wydawcę - Jerzego Gaczyńskiego. Odkrycia do­konano podczas kwerendy archiwalnej, dzięki informacji uzyskanej od ówczesnego proboszcza ks. Stanisława Tenderendy."
Po za tym ciągle Pan pomija fałszerstwo Gaczyńskiego, które udowodnił mu prof. Suchodolski.

Skomentował Mariusz Bondarczuk |

Być może Gaczyńskiemu bardziej "pasowała" wersja osobistego odnalezienia rękopisu i nieco naciągnął fakty, czyli jednak skłamał. Ale niestety w tej chwili nie mogę wejść w szczegóły. Być może swoimi informacjami zaniepokoiłem parę osób, bo trudno się czasem pozbywać utartych przekonań. Być może tłumaczenie tego rękopisu, który moim zdaniem jednak istniał/istnieje jest nieadekwatne... Sprawy, którą udowodnić miał prof. Suchodolski, przyznam się ze wstydem, nie znam, a więc nie będę się do tego odnosił.

Prosimy obliczyć 1 plus 3.

Zainteresować Cię może jeszcze to: